B jak Bauhaus. Alfabet współczesności - Deyan SudjicJesienny wysyp nowości książkowych w pełni, więc dzisiaj chciałbym kilka słów poświęcić niedawno wydanej przez Karakter książce Deyana Sudjica B jak Bauhaus. Alfabet współczesnościZaczynając od końca napiszę, że B jak Bauhaus podoba mi się. Dobrze że ukazało się jej polskie wydanie, bo może przyczynić się do większej popularyzacji tematyki projektowania. Dobrze również, że napisał to Sudjic, bo książka nie jest przeteoretyzowana i czyta się ją z przyjemnością. Dobrze wreszcie, że Karakter wydał tę książkę w twardej oprawie i że zrobił to starannie. To tak na początek 🙂

Co na plus?

Nazwisko Sudjica już się tutaj pojawiało, bo jakiś czas temu pisałem o jego wcześniejszej książce, czyli o Języku rzeczy. Kiedy kupowałem tę książkę, to mimo że wiedziałem, że o Bauhausie będzie w niej tylko mały fragment, to kupowałem ją jako książkę o Bauhausie. Wiedziałem, że będzie o czymś innym, ale kupiłem jako bauhaus… Jak dziecko po prostu, jak dziecko 🙂 B jak Bauhaus, to zbiór 29 krótkich esejów na różne tematy związane z projektowaniem. Teoretycznie są to eseje o rzeczach, ale tak naprawdę Sudjic opowiada w nich znacznie więcej. Poza klasykami, czyli takimi rzeczami które raczej wszyscy znamy (np. Bauhaus, Grand Theft Auto, Jumbo jet, QWERTY, YouTube), są też pojęcia szersze (fashion, film, dizajn, expo, manifest, muzeum, slumsy) oraz osoby (Chareau, Kaplicky, Krier, Rams, Sottsass, Utzon). Jest tego naprawdę sporo (łącznie 29 rozdziałów), a każdy z nich to jakieś 5-15 stron.

Żeby było jednak ciekawiej, to same tytuły nie oddają wszystkiego, o czym pod danym hasłem pisze Sudjic. Czytając niby o Jornie Utzonie, tak naprawdę poznajemy historię projektowania opery w Sydney, opowieść o Ramsie, to – poza komentarzem dotyczącym kilku jego projektów, – wskazania na kontynuatorów oraz urocze złośliwości dotyczące polityki handlu markami pomiędzy największymi wytwórcami (różnego typu produktów), a QWERTY to fascynująca subiektywna historia maszyny do pisania – rzecz o mechanizmie, pisarstwie (anegdota o tym, jak Jack Kerouac pisał W drodze), designie, technologii. Wspaniałe. Warto zwrócić też uwagę na rozdział dotyczący kolekcjonowania – zawiera bardzo dużo ciekawych obserwacji, w ogromnym stopniu odnoszącym się do nas samych. Przeczytacie i powiecie „o rany Julek! Ja też tak robię!”. Przy okazji ten rozdział niech będzie przestrogą, bo już w trakcie czytania zacząłem przeglądać allegro i ebaya w poszukiwaniu wzmiankowanych przedmiotów (no, części z nich…). Niestety, tak to działa… Czytacie o ikonach i nawet jeśli wcześniej nie były ikonami, to po posłuchaniu historii ich powstawania, chcecie je mieć. Może nie wszystkie (Jumbo jeta nie kupię, bo nie mam gdzie postawić), ale niektóre z pewnością (te maszyny do pisania są niesamowite!!!).

A teraz parę kamyczków do ogródka autora i wydawcy

Po pierwsze, książka jest nierówna. Niektóre rozdziały są fascynujące, niektóre jednak – zdecydowanie mniej. Trochę szkoda, bo miałem nadzieje na coś bardziej wyrównanego. Nie wiem, może to kwestia tego, że do niektórych tematów mam jakieś inne podejście? Może tak to widzę, bo część jest dla mnie po prostu mniej interesująca? Trudno mi jednoznacznie to ocenić, dość powiedzieć jednak, że czasami czyta się tę książkę po prostu gorzej. Może dlatego, że Sudjicowi gorzej się ją też pisało? Kilka razy miałem wrażenie jakiegoś takiego punktowe przeintelektualizowania.

Sprawa druga dotyczy wizualnego aspektu książki. Wygląda pięknie: projekt okładki, samo wykonanie całości, krój pisma, nawet jednokolorowe stron separujące rozdziały – wszystko pięknie zestawione. Tylko jak można, no jak można wydać książkę o designie bez ani jednej ilustracji??? To jest zbrodnia!!! Rozumiem, że jestem barbarzyńcą nie wiedzącym jak wyglądały jakieś ikoniczne produkty (kilka znałem: Jumbo-jeta, Citroena DS, iPhone i AK-47), ale wydając książkę adresowaną na szeroki rynek warto byłoby wziąć pod uwagę, że będą czytać ją profani (jak autor niniejszej recenzji). Finalnie B jak Bauhaus był więc książką, którą czytałem z telefonem w ręce. Naprawdę, w niektórych rozdziałach nie da się inaczej, bo na jednej stronie pojawia się 5-8 nazw własnych, które są przez Sudjica komentowane i spoglądanie na które (albo – znajomość których) jest kluczowa dla zrozumienia procesu logicznego. Trochę mi to przeszkadzało w lekturze, przyznaję.

Trzeci zarzut to brak historii. Mam taki rodzaj przeczucia, że gdyby podejść do tej książki nieco inaczej, to mogłaby być bardziej kompletna. Rozumiem zabieg Sudjica podzielenia całości na krótkie rozdziały i napisania krótkich notek o wybranych osobach, przedmiotach czy zjawiskach. Z punktu osoby piszącej, jest to rozwiązanie wygodne. Gorzej odbiera się to od strony osoby czytelnika, bowiem brak jest czytelnego połączenia logicznego między kolejnymi fragmentami. Bauhaus pojawia się na początku, a liczne odwołania do niego rozsiane są po całości. Czytając zastanawiałem się, czy losowy klucz doboru haseł (bo z punktu widzenia logiki przekazu, kolejność alfabetyczna jest kolejnością losową – brak ciągłości przyczynowo-skutkowej pomiędzy hasłami) nie sprawia wrażenia właśnie jakiejś takiej niestaranności. Nawet dla profana designu takiego jak ja, te kilkadziesiąt rozdziałów dałoby się pogrupować w jakieś całości lub ułożyć w jakąś historię. Z mojego punktu widzenia miałoby to wielką wartość, bo pokazywałoby rozwój pewnych idei i ich wzajemne przenikanie się i wynikanie z siebie. Szczególnie w obszarze designu uważam to za wielką wartość.

Zamiast podsumowania

No cóż, to jest fantastyczna książka. Może czepiam się kilku rzeczy, ale tak naprawdę te zarzuty wynikają stąd, że czytając ją, chce się więcej. Napisana jest naprawdę lekko, polemicznie, więc wciąga. Poprzez subiektywizm sądów zmusza do zastanowienia się i wyrobienia sobie własnej opinii, sprawa więc, że chce się te rzeczy obejrzeć i to obejrzeć je TERAZ. No i najważniejsze – B jak Bauhaus pozostawia czytelnika z rodzajem niedosytu, głodu – chciałoby się po prostu więcej. Inaczej patrzy się przedmioty wokół siebie – krzesło przestaje być krzesłem, a staje się Krzesłem, zegar – Zegarem, a talerz – Talerzem. Nagle uświadamiamy sobie, że świat w którym żyjemy zaprojektowany, a my nie znamy historii całego mnóstwa przedmiotów prawie niczego. Bardzo polecam Sudjica, zdecydowanie warto przeczytać.

Komentarze

comments