BauhausWiem, że to dość specyficzne, ale występuje u mnie coś, co możnaby nazwać „spaczeniem historycznym”. Historia zawsze mnie fascynowała i jeśli tylko mogę, to lubię patrzeć co było kiedyś. A do tego lubię odkrywać jak powstawały nowe rzeczy czy idee. Od dość dawna fascynował mnie Bauhaus – zupełnie nowe postrzeganie estetyki i roli designu w życiu. Im więcej czytam o projektowaniu, tym mocniej widzę jego wpływ na to, czym (bardzo odlegle) zajmuję się codziennie. Jakiś czas temu zorientowałem się jednak, że o Bauhausie nie mam zielonego pojęcia, że bazuję na stereotypach, podstawowych informacjach z Wikipedii oraz własnych wyobrażeniach. Zdecydowałem więc, że pora to zmienić i że trzeba trochę poczytać. Zakupiłem więc sami-wiecie-gdzie trzy książki o Bauhausie i właśnie jestem po lekturze pierwszej z nich.

Książka, którą przeczytałem to opracowanie Magdaleny Droste The Bauhaus: 1919-1933: Reform and Avant-Garde. Wydał toto Taschen w serii takich „małych” książek o sztuce (takim mniejszym formatem potraktowana została cała seria o architekturze). Ponieważ to Taschen, to obrazków jest dużo 🙂 Gwoli ścisłości dodam tylko, że pozostałe dwie książki to bardziej pogłębione ujęcie tematu – „duża” książka tej samej autorki (na dodatek po francusku, co daje szansę na poćwiczenie języka prawie już u mnie martwego) oraz bardzo dobrze oceniana książka Franka Whitforda. Historii na blogu pojawi się więc wkrótce trochę więcej, ale to wszystko śmiało można zwalić na Billa Buxtona i jego wystąpienie na tegorocznym CHI. Co dała mi „mała” książka Droste? Przede wszystkim uświadomiła mi, jak niewiele wiem (to jest eufemizm!) o historii sztuki/designu. Ta niewiedza jest okrutna, bo ona nie boli jakoś w życiu codziennym, ale kiedy stara się coś zrobić czy poczytać, to okazuje się że wie się maaaało… Słabe i żenujące, ale uświadomienie sobie tego już jest postępem. Z książki Droste zabieram kilka rzeczy.

Bauhaus logoPo pierwsze, głęboki kontekst historyczny Bauhausu – wiem mniej więcej z czego wynikały jego założenia i jak się „objawił”. To jest o tyle istotne, że pozwala na zrozumienie potrzeb oraz wpasowanie ich w okoliczności historyczne, społeczne i kulturowe. Skoro ten wpis jest o historii, to jasno powiem, że wiedza skąd się coś wywodzi jest dla mnie ważna. Nie, nie potrafię powiedzieć dlaczego, wykazać że jest to jakoś specjalnie ważne oraz udowodnić, że tak trzeba. Po prostu mam głębokie przekonanie, że to dobra (przynajmniej dla mnie) droga. Dla osoby amatorsko interesującej się historią międzywojennych Niemiec, bardzo ciekawe jest też spojrzenie na społeczne uwarunkowania funkcjonowania tak awangardowej szkoły w bardzo dynamicznej rzeczywistości Republiki Weimarskiej, a później – III Rzeszy.

Po drugie, właściwe zrozumienie czym Bauhaus był, a czym nie. W moim myśleniu Bauhaus pojawił się w kontekście publikacji dotyczących projektowania i zasad gestaltu. Później wszystkie formy stylistyki lat dwudziestych i trzydziestych łączyłem z Bauhausem. Dzięki Droste wiem, jak fundamentalnie się myliłem. Bauhaus gdzieś tam myślał o architekturze (szczególnie w końcowym okresie funkcjonowania), ale wcześniej była ona całkowicie pomijana i traktowana bardzo po macoszemu. Muszę przyznać, że zawsze patrzyłem na Bauhaus jako na funkcjonalizm, a to jednak jest także (mimo że nie chcieli tego jasno przyznać) forma, a nawet forma przede wszystkim. Bardzo widać pokrewieństwo z modernizmem i jego mentalnym rozchwianiem – z jednej strony myślimy funkcją, z drugiej strony maksymalnie pilnujemy (czy aby nie za bardzo?) prostoty formy.

Po trzecie, uświadomiłem sobie znaczny wpływ jaki Bauhaus wywarł na kształcenie, bo była to przede wszystkim szkoła i zupełnie nowy sposób nauczania – porzucenie silnego kontekstu historycznego na rzecz pracy warsztatowej. Było to bardzo nowatorskie a jednocześnie ciekawe, bo kształciło osoby bez podstawowej znajomości historii dziedziny. Z jednej strony to dobrze, bo skupiamy się na tworzeniu czegoś nowego, z drugiej – nieszczególnie, bo wypuszcza się historyczny analfabetów (a historia ma dla mnie znaczenie). Droste szczególnie dużą uwagę przywiązuje do pokazania, jak bardzo fundamentalnie na działanie uczelni wpływała osobowość jej trzech dyrektorów: Waltera Gropiusa, Hannesa Meyera i Ludwiga Mies van der Rohe. Z tej perspektywy Bauhaus jest raczej jak kodeks piracki – raczej zbiór wytycznych niż ścisłych zasad 🙂

Z mojej perspektywy – profana chcącego poznać trochę historię sztuki – książka Droste jest  bardzo dobrym wprowadzeniem do tematyki. Jeśli ktoś będzie chciał pogłębić, to super, a jeśli nie – to na początek wystarczy. Bauhaus w wydaniu Droste jest zbiorem krótkich, ale łączących się w spójną całość fragmentów szerszej historii.

Komentarze

comments