Bill BuxtonKiedy zdecydowałem się, że w tym roku wybiorę się na CHI, pierwszą rzeczą którą zrobiłem, było zapisanie się na kurs (Sampling & Synthesis: The Two Sides of Experience Sketching) prowadzony przez Billa Buxtona. Oczywiście znałem go tylko ze słyszenia i z lektury książek, jednak tak się złożyło, że jego Sketching User Experiences była pozycją, która – brzmi to na maksa patetycznie, ale tak naprawdę było – zmieniła mój sposób postrzegania świata i sprawiła, że robię teraz, to co robię (zawodowo). Nawet prowadzenie tego bloga zawdzięczam Billowi i jego workbookowi do Sketching. Z wiadomych więc powodów nie mogłem odpuścić sobie udziału w jego kursie (mimo że wybór był trudny i zrezygnowałem z Dona Normana czy Jona Kolko). Co dał mi udział w wystąpieniu Buxtona?

Historia, głupcze!

Przede wszystkim bardzo odświeżył poglądy przedstawione przez niego w Sketching User Experiences. Okazało się, że pamiętam tę książkę dość wyrywkowo – niby wiem o co chodzi, ale w różnych momentach wystąpienia przypominały mi się różne fragmenty książki, ale wcale nie wszystkie. Wróci więc ona szybko na czytelniczą mapę rzeczy do odrobienia. Co ciekawe, mimo jej istotności nie czytałem jej drugi raz najprawdopodobniej dlatego, że mam ją tylko w wersji elektronicznej i nie kłuje mnie w oczy na półkach… To tak w kontekście podziału elektronika/papier 🙂 W jakimś niedługim czasie pojawi się więc tutaj krótkie podsumowanie Sketching User Experiences, bo to książka ważna. Pominę więc chwilowo tę część rozważań Billa, która odnosiła się bezpośrednio do tego o czym już pisał i wrócę do nich po drugim czytaniu.

Spośród rzeczy, które Buxton mówił największą moją uwagę zwrócił nacisk jaki w swoim wystąpieniu położył na studiowanie historii. Tak! Historii designu, historii interakcji, historii HCI. Uczestnicy UX Poland być może pamiętają, że w swoim wystąpieniu zwracał na to uwagę także Jeff Parks, więc jest coś na rzeczy. To że historia magistra vitae est wiadomo już dawno. Moim zdaniem tym czymś jest przesunięcie się granicy wieku ludzi zaangażowanych w HCI – dojrzewają i zaczynają patrzeć nie tylko w przyszłość, ale także w przeszłość. Niesamowite (a tak w ogóle to po pierwszym dniu konferencji powiedziałbym, że HCI bardzo mocno skręca w kierunku człowieka i bardzo silnie brzmią głosy o tym, że ten „computer” z nazwy to już tak nie bardzo…  co będę rozwijał w kolejnych wpisach). No dobra, ale miało być o Buxtonie 🙂

Jak Keith Richards ma się do designu?

Buxton zadał ciekawe pytanie: czy jesteśmy w stanie rozpoznać grę na gitarze Keitha Richardsa i porównać ją z grą kogoś innego (już nie pamiętam, kogo podał). Ja Stonesów znam słabo, ale dobrze rozpoznaję gitarę The Edge’a czy Slasha. No właśnie, ich gitary rozpoznaję, ale czy potrafię rozpoznać styl głównych projektantów interakcji? Nie? No to może powinienem zajmować się muzyką, a nie projektowaniem… Uwaga, nie chodzi o nauczenie się na pamięć, co kto zrobił, ale o rozpoznawanie stylu oraz wiedzę o powodach wyboru takiego, a nie innego designu. Odnosząc się do swoich doświadczeń wspominał końcowy egzamin na swoich studiach, podczas którego dostawał do odsłuchania fragment utworu muzycznego i po kilkunastu sekundach musiał jasno określić: gatunek, okres, słyszalne w nim wpływy oraz autora. Czy potrafiłbym to zrobić w odniesieniu do interakcji? Sztuki? No skąd – obecnie reprezentuję poziom wiedzy poniżej wszelkiej krytyki… A czy to działa? Według Buxtona, Jonathan Ive ma te rzeczy w małym palcu, czego efektem jest świadome korzystanie z dotychczasowego dorobku całej dziedziny. Jako HCI mamy swoje lata, więc – żeby zacytować Buxtona – „dlaczego do cholery nie korzystamy z tego, czego się wspólnie uczyliśmy?” Bardzo to prawdziwe i bardzo gorzkie, bo pokazuje, że my nie tylko źle obecnie pracujemy, ale także źle kształcimy następne pokolenia. Według Buxtona, każdy architekt jest w stanie zrobić z budynkiem tę samą akcję, którą on zrobił z muzyką (czyli sklasyfikować). Czy my (jako projektanci interakcji) potrafimy zrobić coś takiego? Ja z pewnością nie.

Skoro wszytko (a przynajmniej wiele rzeczy) już było, to dlaczego kiedyś się nie udało? Z bliżej nieokreślonych powodów, nie uczymy się na cudzych doświadczeniach. Komuś nie wyszło? Przyklejamy łatkę „taka metoda nie działa” i mamy z głowy, tymczasem pytanie które powinniśmy postawić brzmi „dlaczego nie wyszło”… Mała refleksja (którą być może się już dzieliłem – nie pamiętam): najpopularniejsze (w totalu) wpisy na moim blogu to te, w których pisałem o tym, co nie wyszło. Nie wyszło mi z metodą? Pik oglądalności. Nie wyszło mi z produktem – kilka dni bardzo dużej (tzn. jak na mnie) oglądalności. To co nam nie wychodzi, jest interesujące dla innych. Dlaczego nie zrobimy konferencji/spotkania, gdzie każdy opowiedziałby o swojej największej projektanckiej porażce? Wiele moglibyśmy się nauczyć, naprawdę…

Wystąpienie Buxtona było bardzo ciekawe i bardzo ważne. Niniejszy wpis powstał na podstawie jakichś 10-15% notatek, więc jeszcze kilka razy do kursu powrócę. To co wynoszę z wystąpienia Billa, to lekcja na najbliższy rok (co najmniej) – gruntownego odrobienia lekcji z historii designu/sztuki. Tak się składa, że zupełnie przypadkowo zacząłem już nad tym pracować i mam prawie skończony pierwszy wpis o Bauhausie (a będzie ich co najmniej kilka), bo grzebać w historii zawsze warto. Ponad rok temu pisałem o Pattonie. Znany był ze swojego zainteresowania historią militarną. Jak zwykł był mawiać: „wszystkie bitwy zostały już rozegrane”. Trochę coś takiego starał się powiedzieć (między innymi) Bill Buxton.