Skończyłem dzisiaj Change by Design Browna (polski tytuł: „Zmiana przez design: jak design thinking zmienia organizacje i pobudza innowacyjność”). Jakoś nie mogłem się do tej książki zabrać, zawsze były jakieś inne, pilniejsze, bardziej interesujące, tej nie miałem, akurat nie zamawiałem na amazonie… no 100 powodów dla których czegoś zrobić nie można. Ale w końcu zostałem postawiony przed faktem dokonanym (dzięki Aga!), książka została dla mnie zakupiona i nie było wyjścia – trzeba było przeczytać. Co więcej, jako że zamierzam tą książką obdarować całe kierownictwo swojego działu, trzeba było ją znać (sugestia żeby dać tę książkę a nie inną, bo ja chciałem Hassenzahla dać, pochodzi od wiadomo-kogo).

Zaczynało mi się to czytać ciężko. Takie jakieś „nienaukowe” podejście, jakieś przykłady, brak teorii. Ale im bardziej czytałem, tym bardziej wpadałem w tryb narracji Browna. To było takie dziwne odczucie, że czytam trochę inaczej napisane to, co staram się robić w pracy. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, cześć rzeczy wydawała mi się oczywista, a część – intuicyjna. I tak z każdą stroną coraz bardziej mi się podobało. Takie doznanie trochę jak słuchanie IX Symfonii Beethovena – niby wiadomo co będzie dalej, ale może właśnie dlatego każdy kolejny dźwięki i nuta jest bardziej wyczekiwana. I tak było z Brownem. Każdy kolejny akapit, każde zdanie to było jeszcze większe nabieranie tempa, łapanie rytmu i czucie tematu.

Ostatni rozdział (Designing Tomorrow – today), to już skumulowana energia w czystej postaci. Sama forma krótkich, kilkunastozdaniowych podrozdziałów podkręca tempo całości i do tego ta energia czystego optymizmu. No coś niewiarygodnego. Czysta radość, a właściwie Oda do radości, zupełnie jak u Beethovena. Całość jest wielka, ale przygotowuje tylko na wielki finał. Oczywiście jak ktoś lubi, może słuchać samego finału, ale większe wrażenie robi on, kiedy się do niego dociera w sposób naturalny. To zupełnie niesamowite uczucie, kiedy w początkowej części symfonii pojawiają się pojedyncze frazy czy brzemienia, które są tylko zarysami, rodzajem obietnicy która rozwinie się wielkim finale w podsumowanie całości. Tak samo jest u Tima Browna. Grande finale i poczucie mocy, która może zmienić świat.