Design thinking działa. Zawsze jestem zaskoczony efektami jakie przynoszą naprawdę proste rzeczy. Może nawet nie tyle „zawsze” co „znowu”. Dzisiaj prowadziłem warsztaty (z koleżankami i kolegami z innego działu) na temat zawartości naszej wkrótce przeprojektowywanej mobilnej wersji głównego serwisu webowego. Trudno to nawet nazwać warsztatami, była to raczej kreatywna rozmowa czy może rodzaj kierowanej dyskusji, wspomaganej wykorzystaniem design thinking.

Grupa przyszła z własnymi pomysłami na strukturę serwisu. To co udało mi się zrobić na początku, to skłonić ich do przyjęcia perspektywy klienta/użytkownika i zastanowienia się: (a) w jaki sposób taka strona będzie dla niego korzystna czy interesująca, jeśli on sam będzie potencjalnie zainteresowany prezentowanymi tam treściami, (b) jak taka strona będzie odbierana przez osoby niezainteresowane prezentowaną tam ofertą. Ku mojemu dużemu zaskoczeniu, koncepcja utraconych możliwości z tytułu spamowania wszystkich czymś co jest dla nich uciążliwe została szybko przyjęta.

Dalej zastanawialiśmy się co z tego wynika i okazało się, że grupa sama doszła do wniosku, że najważniejsze jest w takiej sytuacji poczucie kontroli nad tym, co się ogląda ( słowo „kontrola” akurat ja im podpowiedziałem, ale to bez znaczenia – sami to odkryli). Potem rozwinęli to do bardzo fajnego pomysłu, którego już tutaj nie będę opisywał. Przekonałem ich także do zrobienia badań koncepcji z użytkownikami w sklepach, poprzez rozmowę. Kupili i to, na dodatek z radością 😉

Co najważniejsze: wszystkim się podobało. Wychodząc opowiadali sobie, że nigdy jeszcze na spotkaniu czegoś tak fajnego nie wymyślili. Potem managerowie od nich wrócili do mnie z requestem potraktowania w ten sam sposób dwóch innych problemów produktowych, z którymi obecnie sobie nie radzą. Rewelacja.

Wnioski: ludzie szybko dostrzegają atrakcyjność oferowanego przez design thinking sposób myślenia czy rozwiązywania problemów. Nie wiedzą, że to się tak nazywa, widzą tylko że dochodzą do innych niż zazwyczaj wyników. Tak naprawdę to nie było czyste design thinking, ale nie ma to chyba żadnego znaczenia. A nauka dla mnie jest taka, że zapomniałem ich pomęczyć o alternatywy projektowe i zostaliśmy przy jednym rozwiązaniu. Ale zrobię to po powrocie z Austin 😉

Komentarze

comments