interactions designW mojej firmie sporo ostatnio rozmawiamy na temat tego, jak powinna wyglądać nasza strona internetowa. Czy powinna sprzedawać, czy informować? A może uczyć? Jakie informacje powinny się na niej znajdować? Jakie uczucia powinna wzbudzać u użytkowników? Na ile powinna być innowacyjna, a na ile zanurzona w obecnej stylistyce (i to nie mówię tylko o obecnej, ale raczej o ogólnym trendzie). No i w jakim stopniu powinna być ładna.

W trakcie dyskusji okazało się, że istnieje jakiś rodzaj specyficznego postrzegania kwestii sprzedażowych i estetycznych. Gdyby mnie ktoś zapytał, czym jest drugi koniec kontinuum, którego początkiem jest „sprzedaż” to pewnie bym się skłaniał ku odpowiedzi, że w przypadku serwisu takiego jak play.pl, drugim końcem jest „informacja” (rozumiana szeroko – jako informacja o ofercie oraz brand). Wychodziłbym pewnie z funkcjonalnego podejścia, w którym strona jest „po coś”.

Patrzenie na jakiś problem oczami innych osób ma tę zaletę, że pozwala zobaczyć go inaczej. No i mi taki ogląd został przedstawiony, w postaci dychotomii: sprzedaż – estetyka. Dziwne uczucie, bo estetykę traktowałem jako środek do osiągnięcia pewnego celu, a nie jako cel sam w sobie. Kiedy później o tym rozmawialiśmy, to w naturalny sposób pojawiły się u nas amerykańskie strony, które są brzydkie jak listopadowa noc, ale panuje przekonanie, że są dobre. No właśnie – panuje takie przekonanie. Podobnie jak panuje przekonanie, że niemiecki sprzęt AGD, mimo że toporny to wysokiej jakości. Nie wiedziałem skąd się to bierze, sądziłem że to jakiś rodzaj doświadczenia ewentualnie dyskretnego zwracania nam uwagi, że strona ma sprzedawać, a nie wyglądać.

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy trafiłem na ostatni artykuł Marca Hassenzahla Everything Can Be Beautyful, który idealnie wpasowuje się w dyskusję którą aktualnie prowadzimy. Jak się okazuje, problem jest szerszy i nawet przebadany – po prostu ludzie podejrzliwie traktują rzeczy, które są ładne.

…deeply ingrained suspicion toward beauty in products. Choosing a primarily beautiful over a primarily usable product is difficult, because it needs to be justified. We want beauty, but we are desperately looking for any “functional alibi” to ease the load of justifying our desire.

Artykuł Hassenzahla jest bardzo interesujący. To co wynika z niego na końcu, to rodzaj przekonania, że piękno nie dotyczy tylko (czy przede wszystkim) estetyki, którą dostrzega się na pierwszy rzut oka. Czytając Hassenzahla miałem wrażenie, że kiedy mówi on o pięknym produkcie, to ma na myśli produkt dobrze zaprojektowany. Dobrze, czyli nie tylko na poziomie wizualnym, ale także na poziomie wpisywania się w oczekiwana społeczne. Czyli „piękno” to nie tylko estetyka, ale także odpowiedzialność. To śmiała teza, bo design raczej od odpowiedzialności stroni, a być może powinien brać jej więcej.

Komentarze

comments