Dzisiaj po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak wyraźne jest rozróżnienie pomiędzy experience  a użytecznością. Będąc dzisiaj w kinie, zostałem podczas kupowania biletów obdarowany jakimś zdrapkowym konkursem. Zdrapka jak zdrapka, pomyślałem. W domu na spokojnie obejrzałem sobie to co dostałem. Na awersie jest napisane

Magiczna koperta. Zajrzyj do środka, potrzyj lampę i sprawdź, czy czary przyniosą Ci , nagrodę

Kiedy otworzy się kopertę, wita mnie napis

Sprawdź, co przyniesie magia

a kiedy dogrzebiemy się do środka, w centralnym miejscu widać lampę Alladyna z opisem „Los jest w Twoich rękach”. Do tej pory wszystko mi się podobało – naprawdę fajnie wymyślone. Zaraz potem zorientowałem się, że pod lampą jest zachęta do udziału w drugim konkursie („Do dwóch razy sztuka – w Cinema City nagrody nie mają końca”), co też mnie ujęło – fajny pomysł. cinema city: experience

Żałowałem tylko, że kiedy zdrapię lampę żeby sprawdzić czy wygrałem, zniszczę tę taką w sumie fajną koncepcję. Po chwili zorientowałem się, że lampa pokryta jest czymś innym niż standardowe sreberko i że nie da się jej zdrapać. Trzeba ją potrzeć, jak prawdziwą magiczną lampę. A kiedy się ją pociera (oraz bardzo mocno wierzy), to nagle pojawiają się na niej litery. Właśnie – pojawiają się. One się pojawiają, a kiedy się przestanie pocierać – znikają. Bo w końcu to magia. To że niczego nie wylosowałem, nie miało znaczenia. Całość loterii zaprojektowana jest w taki sposób, że jakoś to nie boli. Bo jakże miałaby boleć magia? Wiadomo że czasami się coś wyczaruje, a czasami mimo wielkich chęci nic z tego nie wyjdzie. I teraz tez nie wyszło, ale tak chciał Los. A pocieranie było na tyle pocieszne, że robiłem to z autentycznym uśmiechem na twarzy. Także drugi i trzeci raz, chcąc zobaczyć jak litery (magicznie) pojawiają się z i znikają. Absolutnie rewelacyjne zaprojektowanie całości, wzięcie pod uwagę kontekstu (kino, magia), fajna interakcja (magiczna) i na końcu zadowolenie Klienta (który niczego nie wygrał, ale to nie istotne).

grycan: użyteczność a nie experienceOd razu przyszło mi porównanie z loterią organizowaną przez lodziarnie Grycana, pod wdzięczną nazwą „Milion kulek od Zbigniewa Grycana”. Idea jest podobna, czyli za każdą kupioną kulkę loda, dostaje się zdrapkę. Każdy szczęściu dopomoże, każdy dzisiaj wygrać może. Loteria Grycana zrealizowana jest topornie – los drapie się paznokciem napychając pod niego sporo farby. Co jednak najgorsze, to kiedy się nie wygra, to jakoś bardziej odczuwa się jako przegraną. Zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że chodzi o konstrukcję całej loterii. „Milion” to sporo. Ja kupuje dla siebie 2-3 kulki tylko, więc ten milion oferowanych przez Grycana to mega dużo. No a skoro dużo, to pewnie wygrywa się często. Każde zdrapywanie to nadzieja, a każdy pusty los to rozczarowanie. I dużo tego rozczarowania jest u Grycana. Moja rodzina rozczarowała się już dobrych kilkadziesiąt razy. Kto ją rozczarował? No jak to kto – Zbigniew Grycan osobiście! Wszak obiecał milion kulek.

Te dwa przykłady pokazują dla mnie jak dużą rolę odgrywa dobry design. Bo w zasadzie obie te rzeczy dotyczą tego samego – loterii. W przypadku Cinema City całość jest zaprojektowana świetnie: spójnie, z polotem i z pomysłem. W przypadku Grycana, mam wrażenie że to jest coś na wzór antyprojektu: overpromise nazwy promocji, skrajne toporne wykonanie i negatywne uczucia Klienta. Cinema City to experience, a Grycan to użyteczność (chociaż cały czas zastanawiam się, czy nawet jest to użyteczność, bo uważam że był tam rozwiązywany błędny problem więc i design nie mógł być dobry).

Komentarze

comments