Trochę czasu upłynęło od ostatniego wpisu, co pokazuje jak niebezpiecznie jest wierzyć książkom 🙂 czytając „Thinkertoys” Michaela Michalko trafiłem na początku na rozdział dotyczący wzmacniania u siebie umiejętności czerpania inspiracji z otaczającego świata – wiele fajnych ćwiczeń do codziennego stosowania, ale mi utkwiło w pamięci jedno – czytanie książek spoza branży. Kiedy popatrzyłem wstecz, to uświadomiłem sobie że przez prawie rok czytałem rzeczy „profesjonalne” (UX, projektowanie, HCI), a zupełnie przukurzyły mi się całkiemmfajne książki historyczne. No więc postanowiłem sobie JEDNĄ taką przeczytać. Ostatecznie skończyło się na trzech, raczej opasłych a więc zabierających trochę czasu. Teoretycznie czytałem je pod kątem swojej pracy i – o dziwo – dało się znaleźć punkty wspólne.

„Oszukać Hitlera” pokazało mi, jak wykorzystać absolutnie odjechane pomysły grupki pisarzy, żeby wygrać wojnę. Szczególnie początek książki, opisujący jak tworzono pomysły i je potem rozwijano (a były naprawdę odjechane) wzmocnił we mnie przekonanie o potrzebie niestandardowego podchodzenia do rozwiązywanych problemów. Wiedziałem o tym wcześniej, staram się to wykorzystywać kiedy mogę, ale ta książka pokazuje mi że naprawdę warto nie bać się myśleć.

„Kreta. Podbój i opór” to fantastyczna książka Anthony Beevora (genialnie pisze!), która na przykładzie sposobu działania Angłików i Niemców pokazuje jak wielką rolę odgrywa inicjatywa i nieodpuszczanie. Od lat fascynuje mnie Patton i jego podejście (za Fryderykiem Wielkim: „Śmiało, śmiało, zawsze śmiało!”), a tutaj miałem przedstawione wyniki całkowitego zaprzeczenia takiego podejścia. To także opowieść o tym, jak można przegrać wygraną bitwę i to na własne życzenie. Podejrzewam, że podobnie może być w biznesie, a więc trzeba napierać. Aha, no i wychodzić poza sztab. Trudno było mi uwierzyć, że oficerowie wydawali rozkazy opuszczenia pozycji, których nie było potrzeby opuszczać, a robili tak bo mimo że pozycje te były kilkaset (sic!) metrów od sztabu. Niby nieprzystające do życia codziennego? No nie wiem… Znam wiele produktów i procedur tworzonych czy poprawianych bez weryfikacji z rzeczywistymi potrzebami użytkowników, dostęp do których to użytkowników jest banalnie prosty. No, ale bezpieczniej jest za biurkiem 🙂

Ostatnia książka to „Bitwa o Anglię” Stephena Bungaya, niesamowita pochwała umiejętności myślenia strategicznego oraz korzyści z poprawnego interpretowania liczb. Teraz przed każdym projektem będę się zastanawiał na ile myślę o nim i wynikach które ma dostarczyć w kontekście rzeczywistości faktycznej (bez sensu napisałem – jakby istniała jakaś inna) a nie oczekiwanej. No i chyba bardziej życzliwym okiem będę spoglądać na kolegów-analityków oraz ich pracę.

Trochę obczytawszy się pozazawodowo, chętniej teraz wracam na ścieżki UXa 🙂

 

Komentarze

comments