le-corbusier-kiedy-katedry-byly-bialeW ramach wyrównywania zaległości recenzencko-czytelniczych, chciałbym dzisiaj podzielić się swoimi spostrzeżeniami po lekturze Kiedy katedry były białe Le Corbusiera. Dla stałych i/lub uważnych czytelników niniejszego bloga, nie będzie zaskoczeniem jeśli powiem, że do Le Corbusiera mam stosunek raczej chłodny. Posiadanie opinii na jakiś temat nie zwalnia jednak z konieczności tego tematu pogłębiania, szczególnie jeśli jest on istotny, zdecydowałem się więc zajrzeć do Le Corbusiera po raz kolejny. No i muszę przyznać, że efektem jestem nieco zaskoczony.

Kiedy katedry były białe to książka powstała w wyniku podróży Le Corbusiera do USA w roku 1935. O ile W stronę architektury to manifest, to Katedry są rodzajem bardzo specyficznego dziennika. Właściwie, to formą i sposobem narracji bardzo blisko im do blogów – Le Corbusiera pisze w pierwszej osobie, jest bezkompromisowy w ocenach i mimo że każdy z rozdziałów jest trochę o czymś innym, to jednak układają się w pewną całość. Widać w tym pewną myśl i próbę ogarnięcia całości.

Czytając Le Corbusiera zastanawiałem się mocno nad rolą kontekstu w przyswajaniu tekstu. Zupełnie przypadkowo złożyło się tak (naprawdę, zero planowania!), że Katedry czytałem bezpośrednio po Pokusie miejsca Josepha Rykwerta (o Rykwercie napiszę wkrótce, bo to ważna książka). Rykwert sporo miejsca poświęca Stolicy Świata, którą jest dla niego Nowy Jork. No a tak się składa, że akurat Nowym Jorkiem zachwycony jest Le Corbusier. Czytanie tych książek praktycznie jednocześnie jest bardzo ciekawym doświadczeniem – dwóch architektów, sporo czasu miedzy nimi i to samo miasto. No i oczywiście różne spojrzenia.

Le Corbusiera fascynuje Ameryka: jej rozmach, bezkompromisowość i brak uwarunkowań historycznych. Funkcjonuje ona niejako w kontrze do starej, dekadenckiej i silnie warunkowanej przez przeszłość Europy (którą reprezentuje Francja). Ależ się tam Le Corbusierowi ulewa! Wszystkie urazy, lęki i kompleksy znajdują wyjście 🙂 Jest to więc książka bardzo bezkompromisowa, trochę taka jaką była Ameryka w oczach autora. Europa to więc utrącający wszelkie nowatorskie pomysły akademicy, to samorządowcy ulegający presji elit politycznych a nie biorący pod uwagę opinii specjalistów (czytaj: Le Corbusiera), to przestarzałe sposoby kształcenia i ogólnie wszystko to, co wiąże się ze starością i upadkiem. Stany są oczywiście inne i nawet jeśli coś tam autor wynajdzie co mu się nie podoba, to jedna są to drobiazgi nie psujące ogólnie pozytywnego charakteru całości. Podróż do Ameryki stanowi dla Le Corbusiera szansę na spojrzenie krytycznie na współczesną mu Europę, szczególnie w zestawieniu ją z Europa średniowieczną (tzn. tym, co Le Corbusier za takową uważa, bo to nie jest to samo), stąd zresztą tytuł: teraz katedry są brudne i zaśniedziałe, ale kiedyś były białe i piękne.

Na tle krytyki podejścia klasycznego (Europa) i swoiste apoteozy Ameryki, Le Corbusier prezentuje swoje modernistyczno-funkcjonalne poglądy. To o czym czytałem np. w odniesieniu do Brasilii (w Seeing Like a State), tutaj podane jest w formie pierwotnej. Bardzo dużo jest wykazywania przydatności koncepcji la ville radieuse i krytyki innych podejść (w szczególności miasta-ogrodu). Nie wiem na czym to polega, ale ta książka jest – nie wiem jak to ująć – „skuteczna” w przedstawianiu wizji modernistycznej. Wielokrotnie w trakcie lektury łapałem się na tym, że daję się uwieść Le Corbusierowi, że przemawiają do mnie prezentowane argumenty czy pomysły. I to wszystko przy moim bardzo sceptycznym podejściu do osiągnięć modernizmu! Aż boję się pomyśleć, jaką siłę rażenia miała ta książka w momencie wydania czy w czasach, kiedy modernizm funkcjonował jako jeden z głównych paradygmatów architektury. To musiało miażdżyć, szczególnie po wojnie, kiedy faktycznie chciało się budować nowe miasta, nowy świat i nowe społeczeństwo. Niewiarygodne. Na mnie ta książka podziałała tak, że chcę wrócić do W stronę architektury, a potem – jeśli znajdę czas – jeszcze raz przejść przez Katedry. No i chyba czeka mnie jakieś większe czytanie z obszaru architektura/urbanistyka, bo bardzo blisko temu do współczesnego designu.