CHI 2012 It's the experience!Niestety spóźniłem się na ten panel, a szkoda bo był bardzo interesujący. Dotyczył tego, w jaki sposób liderzy teamów user experience i designu powinni współpracować z wyższą kadrą managerską (executives) w swoich firmach.

Już po chwili stało się jasne, że rozmowa będzie dotyczyć tzw. polityki i że wszelkiego typu deale z zarządem (umownie tak to nazywając) będą dotyczyć nie designu i koncepcji, a raczej sposobu przekonywania do nich. To naprawdę budujące 😉 Jak to robić? Najlepiej poprzez wykorzystywanie gorących tematów i rozgrywanie tego, co aktualnie dzieje się w firmie i jej otoczeniu. Czyli pomysł nawet lepszy, ale niepowiązany z bieżącą sytuacją powinien ustąpić temu, który pozwala zdyskontować zyski (polityczne) odnosząc się się do tego, na czym aktualnie IM zależy. Czyli sprzedajemy emocje, tylko innemu rodzajowi klienta.

Ten problem jest powiązany ściślej z pytaniem o to, co zrobić kiedy wśród zarządu nie ma świadomości UX (jak żyć panie premierze, jak żyć?!). Tutaj odpowiedź była dość prosta – po prostu trzeba rozmawiać ze wszystkimi i każdemu obiecywać coś innego. No, może niezupełnie obiecywać, ale podkreślać różne benefity designu czy korzystania z technik UX. Czyli powraca Marks z „każdemu według potrzeb”. Ale żeby to zadziałało trzeba wykazać się rodzajem biznesowej inteligencji emocjonalnej i zrozumieć:

  • jakie są biznesowe cele całej organizacji
  • jakie są biznesowe cele konkretnych stakeholderów (bo brutalna prawda mówi, że często mogą być rozbieżne…)
  • na ile stakeholderzy są w stanie zrozumieć i zaakeptować to, co jako działy UX mamy im do zaprezentowania.

Czyli mówiąc krótko, chodzi o empatię dla wydającego pieniądze zarządu. Przyznam, że koncepcja jest ciekawa, ale jeśli się nad tym zastanowić, to jest w tym sporo sensu. Czasami trzeba coś takiego usłyszeć, żeby zaakceptować oczywistość takiego sposobu myślenia. Bo on jest oczywisty…

Jak powiedział Craig Villamor, najważniejsze dla leadera teamu UX jest bycie tak oportunistycznym, jak to w danej chwili możliwe. Co to znaczy? Właśnie to, żeby dostarczać te rozwiązania, na które jest w danej chwili zapotrzebowanie (uwaga: dotyczy to także komunikacji).

Słuchając dyskutantów miałem wrażenie, że większość poruszanych tematów kręciła się wokół szeroko rozumianej komunikacji – czyli co, komu i kiedy powiedzieć (pomijam już dlaczego). Jeśli jakiś projekt/rozwiązanie jest odrzucane, należy dążyć do poznania prawdziwego powodu dla którego nie zyskuje akceptacji. Uwagi do designu są zawsze konkretne: czegoś jest za dużo, czegoś za mało. Jeśli problem ma zostać rozwiązany, trzeba dowiedzieć się co konkretnie jest do poprawienia.