CHI2014Jestem świeżo po CHI i uważam, że warto „na gorąco” podsumować całą imprezę. Niezależnie od  tego, kiedy opublikuję tę notkę, piszę ją bezpośrednio po zakończeniu konferencje (jest wieczór 01.05.14). Swoją drogą to niesamowite –  jakieś trzydzieści late temu, za końcowego PRLu bawiłem się pewnie z kolegami o pochodzie i raczej nie przypuszczałem, że w Święto Pracy będę w Toronto pisał notatki na temat wizji przyszłości 🙂 Toronto to mojego drugie CHI i po raz drugi bardzo wyraźnie mogę sobie powiedzieć, że naprawdę było warto. Poprzednie dało mi sporo (tak to przynajmniej oceniam), ale byłem wtedy w zupełnie innym miejscu – szukałem inspiracji i zastanawiałem się, w jaki sposób mogę przekonać innych do spróbowania rzeczy, które tam zobaczyłem. Teraz jest o tyle inaczej, że nie muszę nikogo prosić i będę brać to, co będę uważał za słuszne. Dwa lata temu w obszarze designu byłem totalnie nowy. Teraz dalej jestem nowy, ale już mniej – w ciągu tego czasu wypracowałem sobie sposób myślenia o pewnych rzeczach, ich roli w świecie, mojej roli różnego typu strukturach i procesach, czego efektem jest dużo bardziej świadomy odbiór prezentacji.

Design rządzi

Świat się zmienia, zmienia się też CHI. Wczoraj na porannej sesji bardzo ciekawe wystąpienie miał Scooter Morris, czyli gość który od początku organizuje te konferencje. Także z jego punktu widzenia CHI bardzo się zmieniło (jako organizacja oraz jako konferencja), przede wszystkim coraz mniej miejsca zajmują tam sprawy czysto komputerowe/techniczne. Konferencja i organizacja wyewoluowały w kierunku bardziej ludzkim. Zdaniem Morrisa widać to przede wszystkim po coraz bardziej dominującej części poświęconej designowi. Dołożę do tego swoje trzy grosze – kiedy wybieram się na sesje zatytułowane „Design Theory”, „Critical Design”, „Research through Design” (które są naprawę trudne: często mam wrażenie, że nie do końca wiem o co chodzi) i w salach na ponad 100-150 osób nie ma gdzie usiąść, bo ludzie stoją pod ścianami, pomiędzy rzędami krzeseł to – że zacytuję klasyka – wiedz że coś się dzieje. Design wkroczył do HCI i raczej się stamtąd nie zabiera, bo mu tam dobrze.

Research panuje

Drugie słowo odmieniane przez wszystkie przypadki to research. Jest to konferencja naukowa, więc jest to poniekąd zrozumiałe, ale i tak robi wrażenie. Research i różne jego metody są dyskutowane bardzo szeroko, nie tylko pod kątem tego czy coś komuś wyszło czy nie, ale przede wszystkim metodologicznie. Może to śmieszyć, ale tak naprawdę to właśnie stąd biorą swoje początki metody, z których później korzystamy w pracy. Ale research też się zmienia – z sesji którą opowiadał mi Asia Kwiatkowska wynikało, że etnografia przestaje mieć tak kluczowe znaczenie jak kiedyś. Powodem nie jest wcale to, że jest słaba, tylko to, że dyscyplina się zmienia i dostrzega, że użytkownika należy łapać w jego środowisku naturalnym ale tak, żeby czuł się komfortowo i bezpiecznie. Jeśli pamiętacie wystąpienie gościa z booking.com na UX Poland 2014, to wiecie o co chodzi. Nie będę się teraz na temat researchu rozpisywał, bo temat jest na tyle istotny, że będę chciał poświęcić mu wkrótce osobny wpis.

Sustainability wzrasta w siłę

Na poziomie CHI, wciąż bardzo popularne jest sustainability, powiedziałbym że jest tego zdecydowanie więcej niż 2 lata temu. Być może jest to wynik faktu, że konferencja odbywa się w Kanadzie i jakoś bardziej gospodarzom te tematy podchodzą. Co ciekawe, to na kilku sesjach o sustainability całkowicie dominuje Europa, zarówno jeśli chodzi o prezentacje jak i pytania. W tej chwili jest to chyba bardzo elitarny klub i ciekaw jestem dalszego rozwoju sytuacji. Bardzo tej dziedzinie kibicuję i uważam, że refleksja na jej temat powinna być częścią każdego procesu projektowania, niezależnie czy nam się to podoba czy nie. Nie powinno to być jakieś specjalnie trudne do przeprowadzania, bo w procesach projektowania robi się dużo więcej zupełnie niepotrzebnych rzeczy. Problem jest natury mentalnej.

UX? WTF is UX???

Zupełnie nie słyszy się za to zwrotu user experience, UX i okolicznych, a zamiast tego wszyscy mówią o human factors. Są więc human factor practitioners, human factor specialists itp. Żeby być precyzyjnym, to trzeba przyznać, że UX się kilka raz pojawił jako zarzut w stosunku do zupełnie niekumatego zarządu. UX stał się synonimem patrzenia na użyteczność rozwiązania i ewentualnego przestawiania przycisków (na ekranie czy w realu). Human factor bardziej odpowiada współczesnej rzeczywistości projektanckiej – medium nie ma znaczenia (a UX mentalnie powiązany jest z bardzo konkretnym medium), liczy się wpłynięcie na finalny odbiór przez użytkownika końcowego, którym chwilowo jest człowiek. UX jest więc tylko jednym z kontekstów, z którymi trzeba się zmierzyć podczas projektowania. Kluczem do zrozumienia ludzi tutaj, jest podział na dwie kategorie: naukowiec i praktyk (practitioner). Zawsze powinniśmy być w stanie po którejś z nich się określić, jednocześnie żadna z nich nie jest w jakikolwiek sposób pejoratywna – są to po prostu dwa uzupełniające się światy, trochę jak ying-yang.

 Zamiast podsumowania

Świat się zmienia i zmienia się HCI. Kiedyś było to CHI (computer human interaction), teraz pisze się już HCI (human computer interaction), ale wyraźnie słychać głosy, że komputery oraz inne urządzenia są już tak powszechne, że nie ma sensu wyszczególniać ich w nazwie i że jako dyscyplina powinniśmy wrócić do podstawy, która oparta jest o dwa elementy: człowieka i interakcję.

Komentarze

comments