Pokusa miejsca: Joseph RykwertW zeszłym roku ukazało się polskie wydanie głośnej książki Josepha Rykwerta Pokusa miejsca. Przeszłość i przyszłość miast. Miałem okazję przeczytać ją dwa razy, bo – nieco inaczej niż w przypadku Języka rzeczy – chciałem zobaczyć, na ile w dłuższej perspektywie czasowej utrzymają się moje początkowe zachwyty nad tą książką. Bo jeśli istnieje coś w rodzaju czytelniczego zachłyśnięcia się jakimś tytułem, to tutaj miałem właśnie takie wrażenie. Biorąc do ręki książkę Rykwerta spodziewałem się bliżej nieokreślonego czegoś (o stylistyce zbliżonej do monografii) na temat szeroko rozumianej urbanistyki. W sumie nie potrafię powiedzieć, czy jest to książka o urbanistyce, bo na takowej kompletnie się nie znam i niczego na ten temat do tej pory nie czytałem. Rykwert napisał jednak fascynującą książkę o miastach.


Pokusa miejsca to wynik wielu lat pogłębionych refleksji Josepha Rykwerta na temat miasta. Nie są to jednak tylko rozważana na temat miasta per se – kontekst jest znacznie szerszy. Przede wszystkim Rykwert opisuje proces odkrywania idei miasta przez różne społeczeństwa i różne epoki, bo nie jest tak, że miasto dla wszystkich oznaczało zawsze to samo. Czytając Rykwerta łatwo jest zrozumieć, dlaczego miasta w których żyjemy, wyglądają tak jak wyglądają i na ile ich obecna forma jest zdeterminowana przez przeszłość. Dawno nie miałem okazji czytać niczego, co byłoby tak dobrze napisaną historią kultury materialnej (przed wszystkim Europy). W sposób fascynujący Rykwert opisuje procesy społeczne i ekonomiczne współtworzące koncepcje miasta od starożytności do czasów nowożytnych. Szczególnie ciekawy jest tutaj opis pierwszej rewolucji przemysłowej i wpływu jaki wywarła na nie tylko na gospodarkę, ale przede wszystkim na społeczeństwo. Na tym tle (czynników społeczno-ekonomicznych) pojawiają się rozważania dotyczące rozumienia architektury i stylu i ich wpływu na funkcjonowanie i wygląd miast. Te blisko dwieście stron „wprowadzenia” czyta się rewelacyjnie. W moim przypadku jeszcze lepiej, bo dzięki niemu miałem możliwość przypomnienia sobie, że studiowałem teorię ekonomii i miałem przyjemność zaliczać takie przedmioty jak historia gospodarcza czy historia myśli ekonomicznej. Sporo tego u Rykwerta (dzięki, że wreszcie ktoś rozumie, że to jest ważne), ale jeśli nie jesteście ekonomistami możecie czytać śmiało. Gdyby „Piraci z Karaibów” mieli być książką o rozwoju idei miejskości, byli właśnie książką Rykwerta.

***

Odniesienia do Pokusy miejsca pojawiły się już, kiedy pisałem o Delirycznym Nowym Jorku (autorstwa Rema Koolhaasa), bo Rykwert Nowemu Jorkowi poświęca (formalnie) cały rozdział, a nieformalnie – jeszcze co najmniej półtora. Ciekawa jest różnica w sposobie postrzegania Mahnattanu przez obu autorów. Dla Rykwerta jest to „stolica świata” więc koncentruje się na opisaniu wpływu Nowego Jorku/Manhattanu na kulturę świata (jednak cały czas pozostając w kontekście miejskim), Koolhaas skupia się bardziej na architekturze. Bardzo polecam przeczytanie obu książek – najpierw Rykwerta, który idealnie wprowadza w większy temat, a  później Koolhaasa, który do Nowego Jorku przykłada szkło powiększające i daje możliwość poprzyglądania się konkretnym realizacjom. Fascynujący przeskok ze skali makro to mikro oraz dwa punkty widzenia na jedno miasto.

***

Mieszkając w Polsce i mając za sobą PRL z realnym socjalizmem, jesteśmy w naturalny sposób uprzedzeni do marksowskiej (a nie marksistowskiej!) wizji świata. Tymczasem stosunkowo niewiele osób wie (a konkretnie to ci, którzy uważali na zajęciach z historii myśli ekonomicznej), że Marks formułował swoją wizję na bazie obserwacji życia robotników w I połowie XIX wieku i że świat w którym żyli był przerażający (co nie zmienia faktu, że kiedy pisał swoje dzieła, życie robotników wyglądało już inaczej). Warto przeczytać Pokusę miejsca chociażby po to, żeby zobaczyć jak wyglądało życie w Manchesterze czy Londynie początków XIX wieku i móc odnieść to do obecnych realiów. Na tym tle pojawienie się ruchu utopijnych socjalistów wraz z połączonymi z nim wizjami mieszkalnictwa okazuje się elementem naturalnej reakcji. Czy może być dobitniejszy przykład na to, że środowisko w którym żyjemy (nasze otoczenie) w dużym stopniu wpływa na naszą rzeczywistość?

Pokusa miejsca jest przykładem dobrze napisanej książki zaangażowanej. Projektowanie przestrzeni publicznej jest działaniem o charakterze politycznym. Przesłanie to, mimo że wprost nie pada nigdzie w takiej formie, jest jednym z podstawowych wniosków z książki Rykwerta. Dlatego między innymi tak dużą część książki zajmują rozważania z historyczne czy ekonomiczne (ze wspaniałą częścią dotyczącą XIX-wiecznych utopijnych socjalistów). Jeśli istnieje system społeczno-gospodarczy opierający się o odpowiedzialne projektowanie, to jego przedstawicielem jest właśnie Joseph Rykwert, kiedy pisze:

Aktywiści przeciwstawiają uporządkowane miasto rozmaitych „dezurbanistów” i utopistów – od Ebenezera Howarda po Le Corbusiera – chaotycznemu, ale kipiącemu energią miastu „społeczności”. Tymczasem rzeczywistość końca XX wieku de facto przeciwstawia „zaprojektowane” miasto, w którym priorytetem jest forma urbanistyczna i dialog z mieszkańcami, znacznie częstszemu i podstępnemu miastu sieci „zaaranżowanych” przez inżynierów drogowych i sanitarnych, którego szczeliny mają wypełnić deweloperzy i spekulanci, miastu efektywności nakierowanej na zysk. (…) Budowa dróg, mostów, tuneli, wielopoziomowych skrzyżowań i autostrad prezentowana jest jako normalny element wydatków publicznych, podczas gdy jakiekolwiek formy inwestowania w transport masowy traktuje się jako subwencję, a zatem podstępną formę „pełzającego socjalizmu”. Ponieważ producenci aut potrzebują stałego popytu i programów budowy dróg – nie tylko w Ameryce Północnej, ale również w Europie – programy te stały się dominująca formą robót publicznych.

Podoba mi się Rykwerta rozumienie miasta w kategoriach społecznych, a nawet więcej niż społecznych (chociaż nie ma pojęcia, jakie to kategorie są). Wyraźnie akcentowane są w nim społeczne relacje takich pojęć jak mieszkalnictwo, styl architektury, rozwój przedmieść czy wizje rozwoju miast.

złudzenie Hermanna

Książka Rykwerta kojarzy mi się (wiem że to dość odległe, ale jednak) ze złudzeniem Hermanna (widać kropki na przecięciach linii tylko wtedy, kiedy się na nie nie patrzy bezpośrednio). Skąd takie skojarzenie? Wczytując się w Pokusę miejsca, gubi się nam miasto. Duża część książki formalnie o mieście nie jest… tymczasem miasto i jego idea przeziera z każdego akapitu tej książki. Im bardziej tego miasta wprost nie widzimy, tym wyraźniej go dostrzegamy. Bardzo Rykwerta polecam – jest to książka aktualna, ważna a do tego świetnie napisana.

Comments

comments