latimeriaOd dość dawna pracuję już w sposób, który w centrum mojego zainteresowana stawia użytkownika z  jego oczekiwaniami, nadziejami, obawami, potrzebami itp. Częste stosowanie jakiegoś narzędzia ma to do siebie, że człowiek nabywa wprawy w jego używaniu. Częste korzystanie z jakiegoś sposobu myślenia, czy systemu wartości sprawia, że ten system wartości staje się dla człowieka naturalny. Co więcej, często emanuje na otoczenie współtworząc jakościową zmianę mentalności.

Pracując dla użytkowników i z użytkownikami ich punkt widzenia i ich potrzeby stają się podstawowym wyznacznikiem jakości tworzonego designu. W układzie usługodawca-użytkownik są dwie strony. Mam szczęście pracować w otoczeniu ludzi rozumiejących, że jako firma reprezentujemy jedną z nich i na swój sukces pracujemy razem. Swoją drogą, mam nadzieję że doczekam czasu, kiedy zaniknie rozróżnienie firma/użytkownik, chociaż w tej chwili nie mam pojęcia jak to mogłoby wyglądać 🙂

Będąc zaangażowanym w najnowszy redesign strony Play (premiera wkrótce) spotykałem się z wieloma ludźmi, mającymi często bardzo różne interesy. Różne oczywiście tylko do pewnego stopnia. Zawsze cieszyło mnie, że rozmawiając na temat potrzeb rozmawialiśmy na temat realnych potrzeb naszych użytkowników (udokumentowanych badaniami lub głębszymi insightami), a nie wyimaginowanych potrzeb kreowanych przez ego którejś ze stron. Na poziomie designu były to więc interesy nie poszczególnych struktur organizacyjnych, ale firmy jako całości (a co więcej – przepracowane w kontekście potrzeb użytkowników). Szczerze mówiąc, nie pamiętam aby w ciągu minionych 3 lat pojawił się podczas różnego rodzaju ustaleń podział MY-WY (my chcemy to, wy  dajecie nam tamto). Lata temu tak bywało, potem przeszło.

Niestety, niedawno pojawiło się ponownie. To bardzo dziwne uczucie patrzeć na czyjeś zachowanie i widzieć w tym relikt. Relikt z epoki polityki i kategorii stron, których struktura serwisu odzwierciedlała strukturę organizacyjną firmy. Część internautów na takie strony trafiała (głównie ta starsza) – przeważnie był tam jeszcze na homepage’u list prezesa informujący że firma świadczy dobre usługi. Pamiętam sporo takich. LOL. Rzecz w tym, że te strony zanikły. Jednak ich inicjatorzy żyją (w przeciwieństwie do Elvisa), a ja niedawno miałem spotkanie z jednym z ich przedstawicieli.

Mimo że nie osiągnęliśmy kompromisu, to spotkanie bardzo dużo mi dało. Przede wszystkim pokazało jak daleko udało się zajść organizacji w kategorii postrzegania dobra użytkownika jako dobra wspólnego, z drugiej – jak bardzo odstają od tej normy osoby traktujące użytkowników przedmiotowo (jako środki do realizacji własnych celów). Dawno nie czułem się tak bezsilny. Wyniki badań? Niewłaściwie dobrana próbka. Warsztaty z użytkownikami? Zafałszowane i przekłamane. Potrzeby użytkowników? JA wiem jakie są potrzeby.

Komentarz chyba zbędny.

Działając długo w otoczeniu ludzi otwartych na inne punkty widzenia, nie zauważa się tego (a powinno). Pracuję naprawdę w świetnej firmie, o czym często zapominam – zupełnie jak społeczeństwa dobrobytu, traktujące go jako rzecz zadaną – i dopiero takie zdarzenie jak opisane wyżej pobudza do refleksji na ten temat.