Prawie tydzień przerwy w pisaniu, ale działo się tak dużo, że naprawdę nie miałem kiedy usiąść do kompa. Co gorsza, nie miałem także czasu aby o UX poczytać, ale mam nadzieję nadrobić to w najbliższych dniach. Jeśli oczywiście będzie szansa, bo będzie się działo sporo 🙂

Za tydzień dwa dni warsztatów UX’owych, podsumowujących nasze prace nad projektem badań etnograficznych. „Badania” to chyba za dużo powiedziane –  moja koleżanka zajmująca się badaniami-badaniami podkreślała, że to co robię niewiele ma wspólnego z badaniami, ale jest bardzo potrzebne w organizacji i że się jej bardzo podoba. To fajnie usłyszeć coś takiego od kogoś, kto jest w swojej dziedzinie profesjonalistą 🙂 O projekcie napiszę więcej za tydzień, po warsztatach podsumowujących. Mam wrażenie, że będzie o czym pisać 🙂

Kilka dni temu przekonałem się, jak to jest przeprowadzać testy własnej koncepcji czegoś na osobach, które nie mają pojęcia o co chodzi. Postanowiłem sobie kiedyś, że najlepsza-gra-na-świecie (którą aktualnie produkujemy) będzie miała instrukcję niezależną językowo, a przygotowaną w formie obrazków/piktogramów/prostych animacji. To co dla mnie było całkowicie jasne i zrozumiałe (bo znałem zasady i sam zaprojektowałem obrazki), dla innych było totalnym nieporozumieniem i znaczyło coś innego. Niby o tym wiedziałem, ale trzeba pamiętać o tym zawsze. A ja na chwilę zapomniałem 🙂 Nie można zapominać o tym, jak kiepskim się jest. Część tych projektów była także pierwszymi wersjami (które wydawały mi się sensowne). A przecież sam wiem, że to tak nie działa. Więc dzisiaj będę pracował nad tym znowu.

W kategoriach profesjonalnych byłem także w tym tygodniu uczestnikiem spotkania, w którym po raz kolejny zetknąłem się z podejściem „procesowym” do czegoś co uchodzi za customer experience. Jest to wstrząsające, bo pewność siebie (zbudowana na sukcesie politycznym w organizacji) jest niesamowita. Mimo że na sztandarach jest Klient, jedynym środkiem zapewnienia mu lepszego standardu obsługi jest praca w biurze, przy komputerach, na procesach, przepływach, spotkaniach. To z jednej strony załamujące, z drugiej – stymulujące do tego, żeby nie odpuszczać, żeby dać innym możliwość poczucia czym jest prawdziwe rozumienie potrzeb Klienta, a nie wyobrażeń o tych potrzebach, pokazanie innej drogi, mniej oficjalnej, mniej politycznej. To jest moim zdaniem różnica między UX a CX (customer experience). Bo UX jest oparty o prawdziwe zachowania, a CX wychodzi od biznesu w rozumieniu wyższego managementu (i tam pozostaje).