Zapytany o najważniejsze rzeczy, które z obszaru UX management chciałby przekazać młodszym kolegom Larry Tesler wskazał: (a) posiadanie W KAŻDYM MOMENCIE projektu działającej wersji tego nad czym się pracuje, (b) pokazywanie ciągłego progresu projektu, (c) rozwijanie produktu w obiecanym wcześniej kierunku.

Moje doświadczenia (z obszaru biurokracji, a nie UX management) są zbieżne, szczególnie jeśli chodzi o punkt pierwszy. To na czym nam wtedy zależało, to na posiadaniu w każdej chwili gotowej wersji dokumentu nad którym aktualnie pracowaliśmy. Zawsze leżała WYDRUKOWANA ostatnia wersja, która mogła być podpisana w dowolnej chwili (w administracji produkuje się dokumenty). Co ważne, to że zawsze pracowaliśmy nad kolejnymi wersjami, ale była jedna finalna dostępna na sięgnięcie ręki. Wydaje mi się, że jest to szczególnie ważne w przypadku projektów systemów informatycznych, kiedy zachodzi obawa „rozgrzebania kodu” i doprowadzenia do sytuacji, kiedy podczas niespodziewanej gospodarskiej wizyty nie będzie można pokazać niczego konkretnego. Sam w takich sytuacjach byłem, więc wiem mniej więcej na ile jest to niekomfortowe uczucie.

Pokazywanie progresu projektu jest dla mnie nowością. Nie żebym nie wiedział, że nie potrzeba tego robić – po prostu jakoś nie mam tego w naturze. Zdaniem Teslera jest to rzecz bardzo istotna. Zwracanie uwagi na ciągły postęp jest na tyle ważne, że sugerował on wręcz nie pokazywanie wszystkiego, żeby mieć w zapasie coś, co będzie można wykorzystać w chwili, kiedy akurat nie będzie niczego do wykorzystania. Jako istotny element wskazał on także dostarczanie rzeczy, do których jako projektanci zostaliśmy zobowiązani. Czyżby więc UX management był tylko dostarczaniem tego, co obiecane?

To co mnie w dyskusji zaskoczyło, to umiarkowany optymizm w podejściu do wyników researchu w obszarze designu. Jak powiedział jeden z uczestników (nie pamiętam który) „user research will never create what is unknown”. Aż chciałoby się zapytać o inną drogę, jeśli badanie użytkowników jest działaniem niewystarczającym.  Wydaje mi się, że może jest tak, jeśli myśli się w kategoriach innowacji i przełomu, natomiast w przypadku standardowego procesu designu, pozyskanie wiedzy od użytkowników końcowych jest absolutnie krytyczne. Z drugiej jednak strony, na poziomie celów które chce się osiągnąć, myśleć trzeba chyba kategoriami przełomu i wprowadzania rzeczy innowacyjnych. W sumie to temat do przemyślenia.